Dzisiaj, 05:41
Powiem jak ja to widzę z poziomu kadry pedagogicznej. Moja córka pracowała na terenie Warszawy (Bielany, Białołęka) w kilku niepublicznych placówkach. Powiem tak. Bywało różnie. Wszystko zależy od kompetencji i umiejętności dyrekcji, doboru personelu i wzajemnych relacji osobistych (także na styku dyrekcja - kadra pedagogiczna), organizacji zajęć i troski o powierzone dzieci. A z tym bywało różnie. Z dwu była zmuszona odejść właśnie z powodu układów i relacji personalnych, tarć i nieporozumień. O kulturze i poziomie pożegnania wspomina jako najgorszym koszmarze: bierz kwity i spier..., tak to wyglądało. Jeżeli jeszcze do tego trafi się roszczeniowo nastawiony rodzic, samolub, egoista o trudnym charakterze, który wyżej s... niż d...nosi - no to jest jazda bez trzymanki. Teraz pracuje w placówce publicznej, samorządowej - i jest zadowolona, ma święty spokój. Wreszcie jest wyluzowana i uśmiechnięta.
Umysł jest jak spadochron. Działa, gdy jest otwarty.

